Skip to main content
Głosy krytyczne

Duch w labiryncie: O prozie Teodora Sępa Szarzyńskiego

Niewiele tekstów krytycznych wywarło tak znaczący wpływ na współczesne odczytania prozy Teodora Sępa Szarzyńskiego jak opublikowany w 2019 roku esej profesor Elżbiety Konarskiej. Tekst ten, pierwotnie wydany na łamach prestiżowego pisma „Teksty Drugie”, zrywał z dotychczasową, często powierzchowną, krytyką skupioną na chłodzie i precyzji jego stylu.

Profesor Konarska zaproponowała w nim nową, rewolucyjną tezę, ujmującą całą twórczość autora w ramy tego, co nazwała „estetyką nawiedzonej maszyny”. Według tej teorii, prawdziwym bohaterem prozy Szarzyńskiego nie są postacie, ale sama struktura narracyjna, która w tajemniczy sposób zaczyna żyć własnym, nieprzewidywalnym życiem, jak mechanizm zainfekowany przez ducha.

Poniższy, obszerny fragment tego fundamentalnego eseju jest być może najlepszym przewodnikiem po labiryncie myśli autora. To próba stworzenia mapy jego wyobraźni – mapy, która, jak zawsze w przypadku Szarzyńskiego, prowadzi wprost do serca nierozwiązywalnej zagadki: kto lub co tak naprawdę opowiada te historie?

Duch w Labiryncie: O prozie Teodora Sępa Szarzyńskiego
Fragment z eseju prof. Elżbiety Konarskiej, opublikowanego w «Teksty Drugie», nr 4, 2019
Powszechna opinia, utrwalona zwłaszcza przez wczesne recenzje, klasyfikuje Teodora Sępa Szarzyńskiego jako autora chłodnego, cerebralnego, konstruktora doskonałych, lecz bezdusznych mechanizmów narracyjnych. To błąd percepcji, wynikający ze zbytniego zaufania do gładkiej, precyzyjnej powierzchni jego prozy. Prawdziwy dramat w świecie Szarzyńskiego nie rozgrywa się bowiem w działaniach bohaterów, ale w samym mechanizmie opowieści, który w niewytłumaczalny sposób zaczyna przejawiać symptomy nawiedzenia.
Całą jego twórczość można odczytać jako konsekwentną realizację tego, co proponuję nazwać estetyką nawiedzonej maszyny. Już w debiutanckich Manekinach Pana Vaucansona ten motyw jest obecny dosłownie: precyzyjnie skonstruowane androidy zaczynają działać w sposób nieprzewidziany przez swojego stwórcę, przejawiając „błędy”, które niepokojąco przypominają wolną wolę lub cierpienie. Mechanizm zostaje zainfekowany przez ducha.
W późniejszych, bardziej radykalnych dziełach, to już nie postacie, ale sama struktura narracji staje się „nawiedzona”. W Gramatyce Ciemności, idealnie logiczny, uniwersalny język zaczyna generować „szum” – nieprzewidywalne, nielogiczne znaczenia, które niszczą jego utopijną czystość. Z kolei w Nekrologu dla Realizmu cała konstrukcja powieści jest jednym wielkim „glitchem”. Narrator nie panuje nad opowieścią; to opowieść, a raczej jej niemożność, panuje nad nim. Maszyna narracyjna rozpada się, nawiedzana przez widmo spójności, której nie potrafi osiągnąć.
Prowadzi to do fundamentalnego pytania, które zdaje się leżeć u podstaw całego tego projektu literackiego. Co jest „duchem” w maszynie Szarzyńskiego? Czy jest to świadomość samego Autora, Boga-Zegarmistrza, precyzyjnie projektującego każdy „błąd” i każdą „anomalię”, by udowodnić tezę o nieuchronnym chaosie?
Czy może… coś innego? Coś, co wkrada się w tekst nieproszone, jakaś obca intencja lub pamięć, która zaczyna żyć własnym życiem w idealnie skonstruowanej maszynie narracyjnej, zmuszając ją do opowiadania historii, których sam autor być może nigdy nie zamierzył? Odpowiedź na to pytanie pozostaje największą, nierozwiązaną tajemnicą tej fascynującej i niepokojącej twórczości.