Skip to main content
Głosy krytyczne

Ostatni wywiad z Echem

Po dekadzie dobrowolnego wygnania z życia literackiego Teodor Sęp Szarzyński zgodził się na jedną, jedyną rozmowę, która miała towarzyszyć premierze jego powrotnego zbioru Ostatni Wywiad z Echem. Przeprowadzony przez Krzysztofa Wolańskiego dla kwartalnika „Forma” wywiad, wbrew oczekiwaniom, nie stał się ani podsumowaniem, ani wyjaśnieniem jego twórczości. Był raczej jej artystycznym dopełnieniem – kolejnym, być może ostatnim, aktem w teatrze autorskiego znikania.

Opublikowany poniżej, pełny zapis tej legendarnej rozmowy jest dokumentem niezwykłym. To nie tyle wywiad, co intelektualny pojedynek, w którym pisarz z chłodną precyzją dekonstruuje samą formę dialogu, odbijając każde pytanie tak, by ukazać jego absurdalność lub pustkę. To zapis rozmowy, w której na każde pytanie pada odpowiedź będąca kolejnym, bardziej skomplikowanym pytaniem.

Dla badaczy jest to bezcenny portret psychologiczny artysty u szczytu ironicznej dojrzałości. Dla czytelników – być może jedyna szansa, by „usłyszeć” głos człowieka, który całe życie doskonalił sztukę milczenia.

Ostatni wywiad z Echem
Źródło: Kwartalnik Literacki „Forma”, nr 4 (zimowy), 2008.
Rozmawiał: Krzysztof Wolański
Wstęp: Spotkanie z Teodorem Sępem Szarzyńskim jest wydarzeniem graniczącym z cudem. Autor, który od dekady nie opublikował nowej książki i odmawiał wszelkich form publicznej obecności, zgodził się na tę jedną, jedyną rozmowę. Jego mieszkanie na krakowskim Salwatorze jest dokładnie takie, jak jego proza: ascetyczne, precyzyjnie uporządkowane i wypełnione niemal namacalną ciszą. W powietrzu unosi się aura ostateczności. Szarzyński, ubrany w ciemny golf, siada w głębokim fotelu, otoczony przez ściany książek. Nie pyta, czy może zapalić. Po prostu zapala. Przez całą rozmowę ani razu nie spojrzy mi prosto w oczy.
Krzysztof Wolański: Panie Teodorze, po dziesięciu latach milczenia wraca Pan zbiorem „Ostatni Wywiad z Echem”. Dlaczego właśnie teraz? I dlaczego w takiej formie?
Teodor Sęp Szarzyński: Milczenie nie jest przerwą. Jest innym rodzajem tekstu. Gęstszym, trudniejszym do odczytania. W pewnym momencie jego gramatyka staje się na tyle skomplikowana, że trzeba ją przełożyć z powrotem na coś prostszego. Na przykład na dialog. Wywiad jest formą pozornie najbardziej uczciwą – pytanie i odpowiedź. W rzeczywistości to najbardziej zakłamany z gatunków. Jest to z góry zaaranżowany teatr, w którym obie strony udają, że poszukują prawdy, a tak naprawdę każda broni swojej wersji iluzji. Uznałem to za fascynujący punkt wyjścia.
Wolański: W Pańskiej twórczości powraca motyw labiryntu. Czytelnicy często czują się zagubieni w Pańskich konstrukcjach. Czy ten zbiór oferuje jakąś mapę, klucz do Pańskiego świata?
Szarzyński: To fundamentalne nieporozumienie dotyczące roli mapy. Mapy, które rysuję, nie prowadzą do wyjścia. One mają tylko precyzyjnie opisać kształt klatki. Zrozumienie geometrii własnego więzienia jest jedyną formą wolności, jaka jest nam dana. Szukanie wyjścia jest sentymentalizmem. Prawdziwa dojrzałość polega na tym, by nauczyć się umeblować swoją celę. Moje książki są co najwyżej katalogiem mebli.
Wolański: Największą tajemnicą pozostaje okres Pańskiego milczenia, między 1998 a 2008 rokiem. Zbiegł się on z publikacją Pańskiej najbardziej radykalnej powieści, „Nekrologu dla Realizmu”. Co tak naprawdę się wtedy wydarzyło?
Szarzyński: (Dłuższa cisza. Strzepuje popiół do ciężkiej, kryształowej popielniczki). Krytycy i biografowie uwielbiają takie anegdoty. Potrzebują punktów zwrotnych, kryzysów, dramatów, by nadać życiu artysty zgrabną, fabularną strukturę. Prawda jest taka, że język czasem choruje. Dostaje gorączki, traci zdolność do precyzyjnego opisu świata. Trzeba wtedy pozwolić mu odpocząć, poleżeć w ciszy. Nie ma w tym żadnej wielkiej historii. Jest tylko rekonwalescencja. Każda inna opowieść, którą pan usłyszy, będzie tylko próbą zapełnienia tej pustki czymś bardziej interesującym niż ona sama.
Wolański: A jednak, czytając ten ostatni zbiór, ma się wrażenie, że jest w nim więcej… ironii, dystansu. Mniej mroku niż w „Gramatyce Ciemności”.
Szarzyński: Gdy człowiek długo wpatruje się w ciemność, w pewnym momencie zaczyna dostrzegać jej absurdalność. Kosmiczna pustka jest przerażająca, ale jest też, w swojej absolutnej obojętności, komiczna. Śmiech jest ostatnim stadium rozpaczy. Być może dojrzałem do tego, by wreszcie opowiedzieć najlepszy dowcip ze wszystkich: ten, w którym wszechświat nie ma puenty.
Wolański: Na koniec chciałem zapytać, co jest dla Pana najważniejsze? Co czytelnik powinien wynieść z lektury Pańskich książek?
Szarzyński: Nic. Książka nie jest lekarstwem ani instrukcją. Jest lustrem. Jeśli wpatruje się w nią głupiec, nie można oczekiwać, że odbije się w niej geniusz. Czytelnik nie wynosi z książki niczego, czego wcześniej w sobie nie miał. W najlepszym wypadku, książka może mu co najwyżej pomóc nazwać to, co do tej pory było w nim bezimienne.
Wolański: Czyli rozmawiam w tym momencie tylko z echem tego, co już zostało napisane?
Szarzyński: (Po raz pierwszy unosi wzrok, ale patrzy gdzieś ponad moim ramieniem). Nie. To pan jest echem, zadającym pytania, które uważa pan, że powinno się zadać. Ja jestem tylko ścianą, od której się pan odbija.
Zakończenie: Po tych słowach Teodor Sęp Szarzyński zgasił papierosa i wstał, dając mi do zrozumienia, że nasza rozmowa dobiegła końca. Wychodząc z jego mieszkania, miałem wrażenie, że nie dowiedziałem się absolutnie niczego nowego. A jednocześnie, że wszystko, co stanowiło mit jego twórczości – dystans, intelektualna surowość, egzystencjalny chłód – zostało w mojej obecności w pełni potwierdzone. Odpowiedzi nie było. Było tylko echo.